16 października 2026

Małe kroki ku życiu, o jakim marzę



Powroty bywają trudniejsze, niż nam się wydaje. Szczególnie wtedy, gdy wracamy z miejsca, w którym czuliśmy się naprawdę dobrze - jak w drugim domu.

Po powrocie do domu ciężko jest mi przestawić się na polską jesień, chłodniejsze dni i zupełnie inny rytm codzienności. Jeszcze niedawno mogłam siedzieć na tarasie, patrzeć na morze, cieszyć się słońcem i chłonąć śródziemnomorską atmosferę. Teraz znów otaczają mnie szare niebo, krótsze dni i pogoda, która niekoniecznie zachęca do wychodzenia z domu.

Pobyt w Chorwacji przypomniał mi, jak bardzo ciągnie mnie na południe Europy. Do morza, ciepłego klimatu, lokalnej kuchni i życia, które wydaje się nieco spokojniejsze. Mam wrażenie, że jakaś część mnie wciąż została tam, na wybrzeżu Adriatyku.

Nie ukrywam, że po powrocie trudno mi odnaleźć motywację. Czasami po prostu odechciewa mi się wielu rzeczy i najchętniej przeniosłabym się z powrotem do miejsca, w którym jeszcze niedawno czułam się tak dobrze. Być może to jesienna chandra, a być może coś więcej. Czasami dopiero wyjazd pozwala nam zauważyć, jakiego otoczenia, klimatu i stylu życia naprawdę potrzebujemy.

Jednocześnie staram się nie zatrzymywać w tym poczuciu tęsknoty. Szukam sposobów, aby wprowadzić trochę śródziemnomorskiego klimatu do swojej codzienności, nawet jeśli za oknem nie ma słońca.


Aktualnie mam przerwę w nauce ze względu na stan zdrowia. Nie jest to sytuacja, którą sobie wymarzyłam, ale staram się wykorzystać ten czas najlepiej, jak potrafię. Uczę się akceptować własne tempo i pamiętać, że rozwój nie zawsze musi oznaczać nieustanne działanie, zaliczanie kolejnych egzaminów czy realizowanie wszystkich planów zgodnie z harmonogramem.

Ostatnio coraz więcej uwagi poświęcam rozwojowi osobistemu. Chcę więcej czytać, poszerzać swoje horyzonty, rozwijać zainteresowania i znajdować czas na rzeczy, które sprawiają mi przyjemność. Czasami jest to dobra książka, innym razem gotowanie, eksperymentowanie w kuchni i przygotowywanie potraw inspirowanych kuchnią śródziemnomorską.

Lubię myśl, że nawet zwykły dzień można zamienić w coś przyjemnego. Przygotować dobry posiłek, zapalić świecę, włączyć  muzykę i na chwilę stworzyć sobie atmosferę, za którą tak bardzo tęsknię. Nie zawsze potrzeba wielkich zmian, aby poczuć się odrobinę lepiej.

Równocześnie zaczęłam pracować nad budowaniem swojej marki osobistej. To dla mnie ważny krok i coś, czemu chciałabym poświęcić więcej uwagi. Mam wiele pomysłów, które stopniowo staram się realizować. Pracuję również nad pewnym projektem, o którym mam nadzieję opowiedzieć Wam już niedługo. Na razie zachowam jeszcze odrobinę tajemnicy, ale wkładam w niego dużo serca i naprawdę chciałabym, aby wkrótce ujrzał światło dzienne.

Chciałabym rozwijać się nie tylko zawodowo, ale również jako człowiek. Poznawać nowe rzeczy, uczyć się, tworzyć i sprawdzać, dokąd mogą zaprowadzić mnie moje pomysły.

Nie wszystko musi wydarzyć się od razu

Myślę, że życie z przewlekłą chorobą uczy zupełnie innego spojrzenia na czas i plany. Nie zawsze można działać tak, jak by się chciało. Czasami trzeba odpuścić, zwolnić, przeorganizować swoje życie i zaakceptować, że niektóre rzeczy będą musiały poczekać.

Nie oznacza to jednak, że marzenia również muszą czekać.

Chociaż teraz nie wszystko wygląda tak, jak sobie wyobrażałam, nadal mam plany, zainteresowania i rzeczy, które chciałabym stworzyć. Staram się skupiać na tym, na co mam wpływ, i nie wymagać od siebie więcej, niż jestem w stanie dać w danym momencie.

Może właśnie tego potrzebuję tej jesieni — trochę więcej cierpliwości do samej siebie, mniej presji i więcej przestrzeni na odkrywanie tego, co naprawdę sprawia mi radość.

A gdzieś w tle wciąż pozostaje moje marzenie o życiu bliżej morza, wśród śródziemnomorskich smaków, języków i ciepłych wieczorów. Nie wiem, dokąd zaprowadzi mnie przyszłość, ale chciałabym stopniowo budować życie, które będzie jak najbardziej zgodne ze mną.

Na razie robię to małymi krokami. Przez książki, gotowanie, nowe projekty, naukę i codzienne przyjemności.

I może właśnie od tego warto zacząć.

A Wy? Też czasami wracacie z podróży z poczuciem, że jakaś część Was została w miejscu, do którego chcielibyście jeszcze wrócić? 🤍
 


11 października 2026

Pelješac i Korčula – chorwackie perełki, kapryśna pogoda i rozczarowanie w restauracji


Podczas mojego półtoratygodniowego urlopu w Chorwacji miałam okazję zwiedzić przepiękny półwysep Pelješac oraz wyspę Korčulę. Był to czas odpoczynku, odkrywania nowych miejsc, podziwiania dalmatyńskich krajobrazów i cieszenia się śródziemnomorskim klimatem. Niestety, pod koniec mojego pobytu pogoda postanowiła pokrzyżować nam plany. Zaczęło padać, a ja miałam okazję doświadczyć chorwackiej burzy z piorunami. Choć Chorwację kojarzymy przede wszystkim ze słońcem, błękitnym morzem i ciepłymi wieczorami, natura potrafi pokazać tu również swoją bardziej nieprzewidywalną stronę.

Na sam koniec zostawiłyśmy sobie jeszcze kilka perełek Pelješaca: Kunę Peljšką, Janjinę oraz Ston. Niestety, tym razem pogoda nie była po naszej stronie i nie udało nam się zobaczyć wszystkiego, co zaplanowałyśmy. Nie ma jednak tego złego! To doskonały powód, by kiedyś wrócić na Pelješac i odkryć miejsca, które tym razem musiałyśmy zostawić na później.



Korčula – miasto, które zachwyca nawet w deszczu

Korčula jest przepiękna! Nawet silny wiatr i drobny deszcz nie były w stanie odebrać jej uroku. Mimo niesprzyjającej pogody udało mi się zwiedzić to wyjątkowe miejsce i przekonać się, dlaczego tak wiele osób zachwyca się jego architekturą i klimatem.

Nasza przygoda rozpoczęła się od przeprawy promowej z Jadroliniją. Po dopłynięciu na wyspę zaparkowałyśmy samochód i skierowałyśmy się w stronę starego miasta. Już od pierwszych chwil można było poczuć wyjątkową atmosferę tego miejsca.

Spacer wokół historycznych murów pozwolił mi podziwiać piękno kamiennej architektury i niezwykłe położenie miasta. Korčula ma w sobie coś, co trudno opisać słowami — wąskie uliczki, zabytkowe budynki i śródziemnomorski charakter sprawiają, że chce się zatrzymać na chwilę i po prostu chłonąć otoczenie.

Następnie weszłyśmy na stary rynek, gdzie mogłyśmy podziwiać urokliwe uliczki i zabytki. Postanowiłam zatrzymać się na kawę, usiąść na chwilę i nacieszyć oczy widokiem przepięknego kościółka. Właśnie takie momenty uwielbiam podczas podróży: bez pośpiechu, z kawą w ręku, w otoczeniu zabytkowej architektury i z poczuciem, że jestem dokładnie tam, gdzie chcę być.

Niestety, ten przyjemny moment nie zakończył się tak, jak sobie wyobrażałam.




Rozczarowanie przy kawie, czyli historia pewnego półmiska owoców morza

Przeglądając menu, zdecydowałam się zamówić fritto misto — półmisek smażonych owoców morza. Jako miłośniczka kuchni śródziemnomorskiej nie mogłam przejść obojętnie obok takiej propozycji. Według opisu danie miało zawierać sardynki, krewetki, kalmary, ośmiornicę oraz małże. Brzmiało naprawdę apetycznie!

Niestety, rzeczywistość mocno odbiegała od moich oczekiwań.

Na talerzu nie znalazłam ani sardynek, ani krewetek. Kalmary były bardzo małe, a zamiast części zapowiedzianych owoców morza otrzymałam smażoną cukinię i sporą ilość pieczonych ziemniaków. Co więcej, pod jedzeniem znajdował się papier, przez który półmisek sprawiał wrażenie pełniejszego, niż był w rzeczywistości.

Za danie zapłaciłam 30 euro. Przy takiej cenie i opisie w menu oczekiwałam czegoś zupełnie innego — przede wszystkim uczciwości i zgodności zamówienia z tym, co zostało przedstawione w karcie.

Postanowiłam złożyć reklamację, jednak kelner odmówił jej uwzględnienia. Było to dla mnie szczególnie rozczarowujące, ponieważ zamiast miłego wspomnienia z kulinarnej części podróży pozostał niesmak.


Dlatego nie polecam restauracji Pepper Choco na Korčuli na podstawie mojego doświadczenia. Zapłaciłam 30 euro za danie, które nie odpowiadało opisowi w menu, a próba wyjaśnienia sytuacji nie przyniosła rezultatu.

Podróżowanie to nie tylko piękne widoki i nowe smaki, ale również takie doświadczenia. Uważam, że warto dzielić się nimi szczerze, aby inni podróżnicy mogli podejmować bardziej świadome decyzje.

Mimo tego nieprzyjemnego incydentu nie pozwoliłam, by jedna restauracja zepsuła mi opinię o całej wyspie. Korčula nadal pozostaje w moich oczach niezwykle pięknym miejscem, które zdecydowanie warto odwiedzić.

Villa Ružmarin – miejsce, w którym można odnaleźć spokój

Przez cały pobyt moją bazą była Villa Ružmarin, o której wspominałam Wam już w poście na Instagramie.

To właśnie tam mogłam odpocząć, wyciszyć myśli i na chwilę oderwać się od codzienności. Czasami podróż daje nam znacznie więcej niż tylko możliwość zobaczenia nowych miejsc. Pozwala zwolnić, nabrać dystansu, uporządkować myśli i przypomnieć sobie, co naprawdę jest dla nas ważne.

Dla mnie ten wyjazd był właśnie takim doświadczeniem. Chorwacja po raz kolejny pokazała mi swoje piękno — nie tylko w krajobrazach, ale również w atmosferze, która sprawia, że chce się tu wracać.


Czy wróciłabym na Pelješac i Korčulę?

Zdecydowanie tak!

Mimo kapryśnej pogody, niedokończonych planów i rozczarowania w restauracji Korčula zrobiła na mnie ogromne wrażenie. Chciałabym wrócić na Pelješac, zobaczyć Kunę Peljšką, Janjinę i Ston, a także odkryć kolejne zakątki Dalmacji.

W podróżach najbardziej lubię to, że nigdy nie da się zaplanować wszystkiego. Czasami pogoda zmienia nasze plany, czasami spotykają nas rozczarowania, ale wciąż pozostają miejsca, widoki i chwile, które zapadają w pamięć.

Chorwacja ma w sobie coś, co trudno wyjaśnić. To połączenie morza, kamiennych miasteczek, śródziemnomorskiej kuchni i spokojniejszego rytmu życia, które sprawia, że nawet po powrocie myślami wciąż jestem gdzieś nad Adriatykiem.

A Pelješac? Myślę, że jeszcze nie powiedzieliśmy sobie ostatniego słowa. 🇭🇷🌊


7 października 2026

Pomiędzy górami a Adriatykiem odnalazłam siebie

Jadąc przez chorwackie góry, słuchając Severiny "da si moj" i patrząc przez szybę na kolejne zakręty, pomyślałam, że są takie chwile, kiedy człowiek po prostu wie.

Wie, że znalazł się dokładnie tam, gdzie powinien. I chyba właśnie wtedy zrozumiałam, że ten wyjazd nie był ucieczką. Był powrotem.

Ostatnie miesiące były dla mnie naprawdę trudne. Jeszcze nigdy nie czułam się tak bardzo wyniszczona psychicznie. Zadziwia mnie do dziś, jak ogromny wpływ może mieć na człowieka druga osoba. Jak można stopniowo tracić spokój, energię, radość, a nawet samą siebie, pozostając jednocześnie na zewnątrz tą samą osobą.

Przez długi czas po prostu funkcjonowałam. Wstawałam rano. Robiłam to, co musiałam. Rozmawiałam z ludźmi. Uśmiechałam się. Ale w środku byłam coraz bardziej zmęczona. Nie chcę tutaj opowiadać całej tej historii. Nie dlatego, że nie chcę o niej mówić. Wręcz przeciwnie.Niektóre historie potrzebują czasu, zanim zostaną opowiedziane.

Pewnego dnia opowiem dokładnie, co wydarzyło się w tych miesiącach — bez przemilczeń i bez upiększania. Ale ta historia znajdzie swoje miejsce.

Tutaj chcę opowiedzieć o czymś innym. O tym, co wydarzyło się później. O powrocie do samej siebie.

Kiedy w końcu znalazłam się w Chorwacji, poczułam coś, czego bardzo długo mi brakowało — spokój. Nie taki idealny, filmowy spokój, w którym nagle wszystkie problemy znikają. Po prostu pierwszy od dawna moment, w którym mogłam odetchnąć.

W Polsce byłam psychicznie wykończona. Funkcjonowałam, ale byłam rozdrażniona, przytłoczona i ciągle czymś zmęczona. Miałam wrażenie, że gdzieś po drodze zgubiłam samą siebie.

A tutaj zaczęłam siebie odnajdywać. Zaczęłam znowu słyszeć własne myśli. Zaczęłam znowu marzyć. Zaczęłam znowu cieszyć się drobiazgami. I nagle wróciła ta dziewczyna, którą pamiętałam sprzed tych wszystkich trudnych miesięcy.

Ta trochę szalona. Spontaniczna. Ciekawa świata. Ta, która potrafi zatrzymać samochód tylko dlatego, że widok za oknem jest piękny. Która słucha chorwackiej muzyki zdecydowanie za głośno. Która potrafi zachwycić się morzem, górami, małą uliczką czy zwykłym zachodem słońca. Dawno jej nie widziałam. A teraz znowu jest. I razem z nią wróciły moje marzenia.

Zaczęłam dokładnie wiedzieć, czego chcę. W jakim kierunku chcę iść. Co chcę robić. Jeden z moich projektów już zaczęłam realizować.

Ale…

Ciii. 🤫

Na razie nic więcej nie zdradzę. Ten wyjazd uświadomił mi coś bardzo ważnego. Nie zawsze trzeba naprawiać wszystko wokół siebie.

Czasami trzeba najpierw uratować własny spokój. Czasami trzeba odejść od tego, co nas niszczy. Czasami trzeba się zatrzymać. A czasami trzeba przejechać setki kilometrów, żeby wreszcie usłyszeć własne myśli. I chyba właśnie tego potrzebowałam. Nie nowego życia.... Tylko przypomnienia sobie, że moje życie nadal należy do mnie.

Dzisiaj, kiedy patrzę na chorwackie góry i Adriatyk, nie chcę już rozpamiętywać tego, co było. Chcę myśleć o tym, co będzie. 

O miejscach, które jeszcze zobaczę. O językach, których chcę się nauczyć. O rzeczach, które chcę stworzyć. O marzeniach, które przez ostatnie miesiące odłożyłam gdzieś na bok. I o tej dziewczynie, którą na chwilę zgubiłam.

Dobrze, że ją znowu znalazłam. Bo może właśnie na tym polega prawdziwy powrót. Nie na powrocie do konkretnego miejsca. Tylko na powrocie do siebie.

A ja właśnie wróciłam. 🇭🇷❤️


4 października 2026

Moji Balkani

Jestem niesamowicie szczęśliwa, że mogę być w mojej ukochanej Chorwacji, na Bałkanach. ❤️🇭🇷
Czuję, że moje serce i dusza naprawdę tego potrzebowały. Potrzebowałam wrócić do swoich, do swojej ukochanej ziemi.

Jak większość z Was wie, rok temu zachorowałam na schyłkową niewydolność nerek. W związku z tym rozpoczęłam dializy. Nagle podróżowanie przestało być takie proste. Nie mogłam po prostu spakować walizki i wyjechać gdzieś spontanicznie — no chyba że… z workami do dializy.

I właśnie to bolało mnie najbardziej.

Zawsze kochałam podróże, spontaniczne decyzje, odkrywanie nowych miejsc. A nagle poczułam, że moje życie zostało mocno ograniczone przez chorobę.

Po wszczepieniu cewnika kompletnie nie czułam się sobą. Schudłam prawie 10 kg. Patrzyłam w lustro i momentami nie poznawałam siebie. Fizycznie z czasem zaczęłam czuć się lepiej, ale psychicznie było coraz trudniej. Moja samoocena spadła, zaczęłam inaczej postrzegać swoją atrakcyjność i kobiecość.

Minął rok dializ.

W czerwcu byłam już naprawdę przygaszona. Tęskniłam za podróżami. Za słońcem. Za morzem. Za moją Chorwacją.

I wtedy powiedziałam sobie: spróbuję.

Zaczęłam planować podróż, skontaktowałam się z dostawcą płynów i zaczęłam organizować wszystko krok po kroku. Tak jak pisałam już na Instagramie na stronie „Nasze Drugie Życie” — musiałam również dopełnić wszystkich formalności w mojej stacji dializ, aby móc bezpiecznie wyjechać.

I tak właśnie… mamy październik, a ja jestem tutaj. 🥹❤️

W mojej Chorwacji.

Czuję się cudownie. Naprawdę tego potrzebowałam.

Potrzebowałam znowu usłyszeć szum fal. Patrzeć na piękne krajobrazy. Jeździć przez góry. Zanurzyć stopy w krystalicznie czystej wodzie. Poczuć ciepło słońca na skórze. Patrzeć na zachody słońca, które przypominają mi, jak piękne potrafi być życie.

Chorwacja przypomniała mi, że choroba nie zabrała mi całego życia.
Że nadal mogę marzyć. Planować. Podróżować. Kochać. Tworzyć. I realizować swoje cele.

Ja sam ponosna Hrvatica. ❤️
Volim te puno, Hrvatska.
Volim te, moji Balkani. 🇭🇷❤️

PS. Chyba właśnie wróciłam do blogowania po prawie 3 latach. 🥹

I wiecie co? To właśnie tutaj, w mojej Chorwacji, zdecydowałam, co chcę robić dalej i co chcę w swoim życiu pielęgnować.

Ta podróż dała mi coś więcej niż odpoczynek.
Dała mi motywację.

Więc… do zobaczenia wkrótce. 😉


12 lipca 2023

Czerwiec/lipiec - miesiące zawirowań

Przez dłuższy czas zastanawiałam co mam napisać. Zawsze zaczynam post od "ostatnio moje dni/tygodnie/miesiące są intensywne". 
Co prawda nic się nie zmieniło, ponieważ nadal żyję w biegu i dużo pracuję nad swoimi bieżącymi projektami, jak i przyszłymi.
Czerwiec był dla mnie bardzo ciekawym dla mnie miesiącem. Byłam zaproszona do Pytania na Śniadania w celu rozpromowania mojej kampanii "Życie po przeszczepie".
Jestem z tego bardzo zadowolona, ponieważ moje wystąpienie publiczne na antenie sprawi, że kampania "Życie po przeszczepie" zostanie rozgłośniona i dotrze do większego grona odbiorców. 




W międzyczasie dla kampanii stworzyłam grupę wsparcia, nową serię "daj się poznać w naszej kampanii" oraz nawiązałam kilka współprac z transplantologami, psychologami, kardiochirurgami oraz dietetykami. Moja kampania ciąglę się rozwija, gdzie to ogromnie mnie cieszy. Jesienią planuję zorganizować zjazd dla osób po przeszczepie w celu zintegrowania oraz promocji idei transplantologii. Tylko jest jeden problem.... Brakuję mi wsparcia finansowego. Jeśli ktoś byłby zainteresowany pomocą lub na co zostanie przeznaczone wsparcie finansowe. Zapraszam do prywatnego kontaktu. 😊



Od 13 do 17 czerwca byłam zaszczycona brać udział w kręceniu animacji dla Festiwalu Integracyjnego Ty i Ja. Poznałam Tam mnóstwo bardzo ciekawych, serdecznych i sympatycznych ludzi. Było to bardzo fajne doświaczenie, ponieważ mogłam się pobawić w "aktorkę" oraz "reżyserkę". 😀




W międzyczasie przeprowadziłam wywiad dla platformy wprost, eska oraz dla radia pik. 

Wywiad w wprost - kliknij tutaj
Wywiad Eska - kliknij tutaj
Audycja w radiu - kliknij tutaj



Także dużo pracuję, aby rozpromować moją drugą kampanie "Przejść przez raka", która jest dedykowana dla pacjentów onkologicznych w trakcie leczenia, jak i po nim. Moim celem w kampanii jest dawanie wsparcia psychicznego, którego ja niestety nie otrzymałam. Kampanię prowadzę wraz z Adrianną Sobol - psychoterapeutką, psychoonkolog. 

Kilka dni temu założyłam grupę wsparcia na fb, gdzie serdecznie wszystkich zapraszam do dołączenia. Jeśli znacie osoby chorujące na raka, powiedzcie im o grupie oraz o kampanii.
Grupa wsparcia kampanii --> kliknij tutaj



Oczywiście pod koniec miesiąca musiałam iść na zabieg ginekologiczny. 
Aktualnie jestem tydzień po zabiegu. Do dzisiaj czuję lekkie zawroty głowy i muszę dużo wypoczywać jeszcze przez 2 lub 3 tygodnie. Na szczęście pracuję zdalnie, więc mogę wszystko robić z domu.
Bardzo dużo pracuję, aby spełnić swoje marzenia i cele. Zamierzam wydać jedną lub dwie książki (jestem w trakcie pisania) oraz swoją pierwszą piosenkę. 
Bardzo proszę o wsparcie mojej twórczości i podarowanie mi kawki ---> kliknij tutaj 

Jest to fajny portal, gdzie możecie wesprzeć moją twórczość i podarować mi w formie kawki. Tak jak Wam pisałam mam jeszcze dużo planów do zrealizowania. Książkę oraz piosenkę, zamierzam zadedykować dla Was ♥


-------------------------------------------------------------------------


 Zaobserwuj mnie na:

Moim Instagramie - kliknij tutaj
Moim Facebooku - kliknij tutaj
Moim tik toku -kliknij tutaj
Jeśli chcesz się ze mną skontaktować - e-mail

27 czerwca 2023

Życie po przeszczepie/ Małgosia z imstrong

Witajcie kochani. Dzisiaj przychodzę do Was z kolejną bohaterką naszych wywiadów dla kampanii "Życie po przeszczepie". Poznajcie Małgosię Polańska. Większość pewnie z Was zna z fundacji "imstrong". Jestem bardzo szczęśliwa, że Małgosia zgodziła się udzielić dla nas wywiadu.




 K. Cześć Gosia. Bardzo się cieszę, że chcesz razem z nami promować transplantację poprzez wywiady dla kampanii życie po przeszczepie.  Na początek opowiedz coś o sobie. Dlaczego musiałeś mieć transplantację wątroby oraz jak zaczęła się twoja historia? :-)

M: Cześć Kamila. Dziękuję za zaproszenie do Waszej kampanii. Cieszę się, że mogę w jakikolwiek sposób pomóc odnośnie szerzenia idei transplantologii, a tym samym przyczynić się, choć w najmniejszym stopniu, do jej rozwoju.

K. Powiedz nam proszę, ile lat już jesteś po przeszczepie wątroby. Jak się w ogóle czujesz? Z tego co widzę to raczej dobrze... :-)

M: Czuję się świetnie. Moja kondycja nie różni się obecnie od tej sprzed choroby. Muszę być aktywna fizycznie chociażby ze względu na moją 4-letnią córeczkę ;)

Transplantację wątroby przeszłam przez nagłą i ciężką w przebiegu Zakrzepicę Żył Wątrobowych, zwaną Zespołem Budd Chiari. Tak po krótce - była spowodowana zbyt gęstą krwią, najprawdopodobniej przez długofalowe zażywanie tabletek antykoncepcyjnych. Ważne, żeby mówić głośno o skutkach antykoncepcji. Byłam także 10 miesięcu po urodzeniu dziecka. Kiedy „dopadła mnie” zakrzepica byłam w trakcie biegania (kilka dni wcześniej postanowiłam wrócić do sportu, po ciąży). Był to czas pierwszej fali Covid-19.

Choroba okazała się postępować piorunująco i zaledwie po 9 miesiącach byłam już po przeszczepieniu.

K. Czy mogłabyś powiedzieć nam ile lat już jesteś po transplantacji wątroby? Ile czasu musiałaś czekać na przeszczep?

M: Jestem ok.2,5 roku po transplantacji. Do przeszczepienia wątroby byłam kwalifikowana w trybie „urgens, czyli pilnym. Czekałam na transplantację 3 tygodnie. Byłoby jeszcze szybciej gdyby nie fakt, że byłam skrajnie wychudzona i lekarze musieli mnie odżywić pozajelitowo. Poza tym w międzyczasie dostałam krwotoku wewnętrznego i ratowano mi życie.

K.  Czy interesowało Ciebie  kim był dawca? Chciałaś poznać rodzinę dawcy?

M: Jeśli chodzi o Dawcę to najważniejsze było dla mnie podziękowanie Mu/Jej po przebudzeniu. Tak prosto z serca. Raz i na zawsze. On/Ona wie, że moja wdzięczność nie ma granic. Nie wiem nic o moim Dawcy.


K. Opowiedz nam proszę jak wyglądały pierwsze tygodnie po transplantacji wątroby? Czy szybko doszłaś do siebie, czy raczej wymagało to więcej czasu? 

M: Moje pierwsze tygodnie po przeszczepieniu były bardzo intensywne. U rodziców czekała na mnie moja mała córeczka i 15-letni pies - najlepszy przyjaciel. W myślach miałam tylko to, żeby jak najszybciej wrócić do nich. Rehabilitowałam się w szpitalu, zamawiałam często nawet po trzy obiady dziennie. Każdy wie jak wygląda jedzenie w szpitalu a ja musiałam przytyć jak najszybciej, żeby stanąć na nogi. Wydałam wtedy dużo pieniędzy na lunche z restauracji ale także na tzw. Nutridrinki (Fresubin). Jedzenie domowe przynosiła mi moja siostra Ewa.
W moim przypadku, dojście do siebie, wymagało więcej czasu niż zwykle, ze względu na mój krytyczny stan przed przeszczepieniem.



K. Jak każdy po transplantacji narządu, musimy brać leki immunosupresyjne... Czy miałeś jakieś skutki uboczne przez wyżej wymienionych leki?

M: Nie miałam żadnych skutków ubocznych przez leki immunosupresyjne. Obecnie biorę już tylko jeden (Prograf) i to w dosyć niskiej dawce.

K. Czy twoje życie się zmieniło od transplantacji? Jest to dość częste pytanie w mediach społecznościowych. Widzisz jakieś zmiany w swoim zachowaniu przed przeszczepem i po?

M: Moje życie na pewno po części zmieniło się po transplantacji, ale ja się nie zmieniłam. Nauczyłam się być bardziej stanowcza w podejmowaniu swoich decyzji. Poza tym cieszę się o wiele bardziej z małych rzeczy.

Zmiana mojego życia polega głównie na tym, że mam inne priorytety, nie bawią mnie „naginane” imprezy i znajomi, którzy nie wnoszą większych wartości do mojego ale i własnego życia. Poznałam za to mnóstwo wspaniałych osób z podobnymi doświadczeniami do moich i widzę jakie piękno mogę odkrywać w drugim człowieku i ile możemy się od siebie nauczyć. Pracuję ale inaczej niż kiedyś, wolniej, spokojniej. Wraz z kolegą Damianem Królewiczem założyliśmy także Fundację Pomocy Chorym i Ich Bliskim - Fundację imstrong. Działamy prężnie m.in. w mediach społecznościowych, staramy się pomagać przejść przez chorobę osobom, które są w podobnej sytuacji do naszej, z czasów choroby. Promujemy także ideę transplantologii. Obecnie dużo pozytywnego dzieje się w naszym życiu. Najważniejsza jednak zawsze będzie moja córeczka i to też się nie zmieniło i nigdy nie zmieni :)

K. Teraz pytanie dotyczące kontroli przeszczepionej wątroby... Co ile czasu musisz się kontrolować po transplantacji wątroby? 

M: Jestem pod opieką poradni transplantologicznej, w szpitalu na Banacha. Jestem na kontroli co ok. 5 miesięcy. Oprócz tego monitoruję swoje wyniki u hematologa, aby nie dopuścić już nigdy do zakrzepicy.

K: Z tego co wiem to jesteś mamą... :-) 
Bardzo często ludzie mnie pytają na portalach, czy można mieć dzieci po transplantacji. Mogłabyś coś powiedzieć na ten temat? :-)
Jest to bardzo ważny temat, aby móc uświadomić raz na zawsze. :-)

M: Jestem mamą. Swoją córeczkę urodziłam przed transplantacją. Jednak z czystym sumieniem (bo dowiadujemy się na bieżąco, w naszej Fundacji imstrong) mówię: tak, można urodzić/ mieć dziecko po przeszczepieniu narządu.




K. Dobrze... Jak wygląda teraz twoje życie z perspektywy czasu po transplantacji? Jak się czujesz? Czy uprawiasz jakiś sport? :-)

M: Moje życie wygląda po prostu normalnie. Przeprowadziłam się na obrzeża Warszawy, mieszkam przy samym lesie. Korzystam z jego uroków, spaceruję z córeczką i psem. Mam rower i zaczęłam na nim jeździć. Lubię medytować. Nie wymagam od siebie „nadaktywności”, już nie zależy mi na pięknie wyrzeźbionym ciele ale na dobrej kondycji i świetnym samopoczuciu. Czyli tak jak powinno być.

K: Udzieliliśmy razem wywiadu o mojej historii dla fundacji "Imstrong". Proszę powiedz nam, skąd taki pomysł miałaś, aby założyć fundację? Na czym ona polega? Jakie masz cele oraz plany wobec fundacji? :-)

M: Tak. Fundację imstrong założyłam razem z Damianem Królewiczem, który także jest po przeszczepieniu wątroby. Był to mój pomysł, z potrzeby pomagania innym i pokazania, że człowiek może znieść wiele. Najważniejsze żeby się nie poddawał i walczył o siebie, dla siebie i dla wszystkich, których kocha. Nasze działania zaczęliśmy od pomocy poprzez media społecznościowe. Dajemy wskazówki, przeprowadzamy rozmowy z pacjentami, które mają pomóc tym, mniej doświadczonym czy ich bliskim. Dopiero się rozkręcamy ale mamy już w planach większe projekty, o których niebawem powiemy głośniej. Chcemy pomagać także zwierzętom, na większą skalę. Zachęcam do zaobserwowania naszej fundacji: @fundacjaimstrong we wszystkich popularnych mediach społecznościowych.

K. W naszej kampanii przede wszystkim skupiamy się, aby pokazać że osoby po transplantacji mogą mieć normalne życie. Niestety bardzo dużo słyszałam dziwne komentarze ze strony lekarzy oraz społeczeństwa. Tak jakby się nas bali albo myśleli, że nasz przeszczepiony narząd jest "niewydolny". Czy również spotkałaś się z takimi komentarzami, a nawet z dyskryminacją? 

M: Zdarza się, że ludzie a nawet osoby pracujące w służbie zdrowia mają jakieś wątpliwości, zadają więcej pytań, podchodzą inaczej do osoby po transplantacji. Najgorsze są jednak komentarze w internecie. Ja wiem, że osoby, które je piszą mają osobiste, życiowe problemy i wylewają swoje żale na kogoś zza szklanego ekranu. Niestety jednak, tego typu wpisy, mogą bardzo zaszkodzić innym. Rozsiewanie nieprawdy w internecie niesie za sobą konsekwencje. To szerzenie kłamstw. Przez to ludzie są skłonni nawet sprzeciwić się dawstwu, wysłać ten sprzeciw. Jeśli ktoś celowo oczernia transplantologię my obchodzimy się z takimi osobami w prosty sposób - po prostu blokujemy, usuwamy ich wypowiedzi oraz zgłaszamy gdzie tylko się da. Pamiętajmy, że oczernianie lekarzy to przestępstwo. Będziemy o tym informować.


K. Co chciałabyś przekazać naszym czytelnikom na koniec naszego spotkania? :-)

M: Drodzy czytelnicy. Pomagajmy sobie nawzajem, opiekujmy się swoimi bliskimi w chorobie, potrzebie. Nie bójmy się także wyciągnąć ręki po pomoc, jeśli będziemy tego sami potrzebowali. Rozmawiajmy o woli oddania narządów po naszej śmierci (jeśli oczywiście taką mamy). Kochajmy i szanujmy zwierzęta. Bądźmy altruistami.

K: Dziękuję Gosiu za wywiad. Życzę dużo zdrówka i powodzenia z fundacją. :D




Konta fundacji "Imstrong": 

Facebook: kliknij tutaj
Instagram: kliknij tutaj


Dziękuję za przeczytanie wywiadu o transplantacji. Mam nadzieję, że się tobie spodobał. Wesprzyj mnie komentarzem albo udostępnij dalej wywiad. ♥
Tymczasem do zobaczenia wkrótce z następnym bohaterem/bohaterką. ♥


"Jesteśmy tutaj po to, aby uświadamiać innych, promować ideę, wspierać oraz dawać nadzieję...." - Kamila Cvijece 

------------------------------------------------


Przypominamy o naszej zabawie dotyczącej promocji kampanii "Życie po przeszczepie". 

💗Zasady zabawy 💗

  • Zrób swoje zdjęcie z namalowanym pulsem na dłoni
  •  wstaw na Instagrama, Facebooka oznaczając moje konto
  • użyj nasze hashtagi #zyciepoprzeszczepie, #taknanowezycie
  • zaproś innych do zabawy!
Uważasz, że przeszczepy ratują życie? Chcesz również promować ideę transplantacji? Nie bądź łoosiem i promuj transplantację z nami! 💕



-------------------------------------------------------------------------------

 Zaobserwuj mnie na:

Moim Instagramie - kliknij tutaj
Moim Facebooku - kliknij tutaj
Moim tik toku -kliknij tutaj
Jeśli chcesz się ze mną skontaktować - e-mail

16 czerwca 2023

Niepełnosprawność


W chwili wolnej opiekuję się niepełnosprawnym dzieckiem. Teraz pracuję przy warsztatach z różnymi ciekawymi osobami z niepełnosprawnością. Poznaję ich wnętrze, jak myślą oraz ich historię. Chciałabym poruszyć bardzo ważny dla mnie temat. o którym już myślałam miesiącami. 

Miałam przyjemność ostatnio uczestniczyć na warsztatach filmowych "Festiwalu Integracyjnego Ty i Ja". Poznałam wiele ciekawych osób, dużo rozmawialiśmy, pracowaliśmy poprzez zabawę i żartowaliśmy.

Te 4 dni warsztatów, a tak właściwie przebywania z zespołem, skłoniły mnie do pewnych przemyśleń, z którymi chciałam się z Wami podzielić.


Czy osoba niepełnosprawna jest "dziwna" i mało wartościowa?

Niestety większość społeczeństwa podchodzi do osoby niepełnosprawnej z dystansem. Wolą ich traktować jako odrębną grupę. Chociaż czasami nawet słyszałam  grupę "dziwaków". Czy faktycznie tak jest?

Moja odpowiedź brzmi NIE. Osoby niepełnosprawne są również ludźmi, mają uczucia, marzenia. Nawet powiedziałabym, że są wrażliwsi i pogodniejsi niż przeciętny człowiek.

Na warsztatach poznałam osoby od wózka inwalidzkiego po różne zespoły np. Asperger. Te 4 dni nauczyły mnie pokory, dystansu do samej siebie oraz widzę, że moi nowi przyjaciele mają więcej optymizmu, energii oraz nadziei niż normalna osoba. 

Powinniśmy uczyć się od nich jak żyć, jak funkcjonować. Będąc z nimi nasze problemy stają się małe, a świat piękniejszy. 

Poznałam ostatnio dziewczynę Monikę na Festiwalu. Jest przeuroczą kobietą z ciepłym, życzliwym serduszkiem. Od niej uczę się wrażliwości oraz optymizmu.

Poznałam również Żanetkę, która jest na wózku inwalidzkim. Jest bardzo fajną kobietką z poczuciem humoru.

Poznałam również Basię z jej synem Maksem. Maks jest bardzo pogodnym, pomysłowym chłopakiem i na pierwszy rzut oka, nie widać po nim niepełnosprawności. 

Poznałam również Czarka, który pomimo niepełnosprawności jest sportowcem oraz lubi aktywne życie. Również chłopak jest pozytywnie zakręcony i optymistycznie podchodzi do świata.

Poznałam również świetnych producentów filmu - Eugeniusza i Tomka, którzy cierpliwie montowali i dzielili się z poczuciem humoru. :)

Również poznałam organizatora Wojtka, który także rozbawiał nasze towarzystwo.

Dziękuję za wszystko i do zobaczenia we Wrześniu. Będzie się działo! ♥


A wy moi drodzy, widząc osobę niepełnosprawną nie bójcie się jej. Jest ona normalną osobą, która czasami może mieć więcej nadziei, optymizmu i pogody ducha od nas wszystkich. 

Razem możemy osiągnąć wszystko! 💗



-------------------------------------------------------------------------------

 Zaobserwuj mnie na:

Moim Instagramie - kliknij tutaj
Moim Facebooku - kliknij tutaj
Moim tik toku -kliknij tutaj
Jeśli chcesz się ze mną skontaktować - e-mail