16 października 2026
Małe kroki ku życiu, o jakim marzę
11 października 2026
Pelješac i Korčula – chorwackie perełki, kapryśna pogoda i rozczarowanie w restauracji
Podczas mojego półtoratygodniowego urlopu w Chorwacji miałam okazję zwiedzić przepiękny półwysep Pelješac oraz wyspę Korčulę. Był to czas odpoczynku, odkrywania nowych miejsc, podziwiania dalmatyńskich krajobrazów i cieszenia się śródziemnomorskim klimatem. Niestety, pod koniec mojego pobytu pogoda postanowiła pokrzyżować nam plany. Zaczęło padać, a ja miałam okazję doświadczyć chorwackiej burzy z piorunami. Choć Chorwację kojarzymy przede wszystkim ze słońcem, błękitnym morzem i ciepłymi wieczorami, natura potrafi pokazać tu również swoją bardziej nieprzewidywalną stronę.
Na sam koniec zostawiłyśmy sobie jeszcze kilka perełek Pelješaca: Kunę Peljšką, Janjinę oraz Ston. Niestety, tym razem pogoda nie była po naszej stronie i nie udało nam się zobaczyć wszystkiego, co zaplanowałyśmy. Nie ma jednak tego złego! To doskonały powód, by kiedyś wrócić na Pelješac i odkryć miejsca, które tym razem musiałyśmy zostawić na później.
Korčula – miasto, które zachwyca nawet w deszczu
Korčula jest przepiękna! Nawet silny wiatr i drobny deszcz nie były w stanie odebrać jej uroku. Mimo niesprzyjającej pogody udało mi się zwiedzić to wyjątkowe miejsce i przekonać się, dlaczego tak wiele osób zachwyca się jego architekturą i klimatem.
Nasza przygoda rozpoczęła się od przeprawy promowej z Jadroliniją. Po dopłynięciu na wyspę zaparkowałyśmy samochód i skierowałyśmy się w stronę starego miasta. Już od pierwszych chwil można było poczuć wyjątkową atmosferę tego miejsca.
Spacer wokół historycznych murów pozwolił mi podziwiać piękno kamiennej architektury i niezwykłe położenie miasta. Korčula ma w sobie coś, co trudno opisać słowami — wąskie uliczki, zabytkowe budynki i śródziemnomorski charakter sprawiają, że chce się zatrzymać na chwilę i po prostu chłonąć otoczenie.
Następnie weszłyśmy na stary rynek, gdzie mogłyśmy podziwiać urokliwe uliczki i zabytki. Postanowiłam zatrzymać się na kawę, usiąść na chwilę i nacieszyć oczy widokiem przepięknego kościółka. Właśnie takie momenty uwielbiam podczas podróży: bez pośpiechu, z kawą w ręku, w otoczeniu zabytkowej architektury i z poczuciem, że jestem dokładnie tam, gdzie chcę być.
Niestety, ten przyjemny moment nie zakończył się tak, jak sobie wyobrażałam.
Rozczarowanie przy kawie, czyli historia pewnego półmiska owoców morza
Przeglądając menu, zdecydowałam się zamówić fritto misto — półmisek smażonych owoców morza. Jako miłośniczka kuchni śródziemnomorskiej nie mogłam przejść obojętnie obok takiej propozycji. Według opisu danie miało zawierać sardynki, krewetki, kalmary, ośmiornicę oraz małże. Brzmiało naprawdę apetycznie!
Niestety, rzeczywistość mocno odbiegała od moich oczekiwań.
Na talerzu nie znalazłam ani sardynek, ani krewetek. Kalmary były bardzo małe, a zamiast części zapowiedzianych owoców morza otrzymałam smażoną cukinię i sporą ilość pieczonych ziemniaków. Co więcej, pod jedzeniem znajdował się papier, przez który półmisek sprawiał wrażenie pełniejszego, niż był w rzeczywistości.
Za danie zapłaciłam 30 euro. Przy takiej cenie i opisie w menu oczekiwałam czegoś zupełnie innego — przede wszystkim uczciwości i zgodności zamówienia z tym, co zostało przedstawione w karcie.
Postanowiłam złożyć reklamację, jednak kelner odmówił jej uwzględnienia. Było to dla mnie szczególnie rozczarowujące, ponieważ zamiast miłego wspomnienia z kulinarnej części podróży pozostał niesmak.
Dlatego nie polecam restauracji Pepper Choco na Korčuli na podstawie mojego doświadczenia. Zapłaciłam 30 euro za danie, które nie odpowiadało opisowi w menu, a próba wyjaśnienia sytuacji nie przyniosła rezultatu.
Podróżowanie to nie tylko piękne widoki i nowe smaki, ale również takie doświadczenia. Uważam, że warto dzielić się nimi szczerze, aby inni podróżnicy mogli podejmować bardziej świadome decyzje.
Mimo tego nieprzyjemnego incydentu nie pozwoliłam, by jedna restauracja zepsuła mi opinię o całej wyspie. Korčula nadal pozostaje w moich oczach niezwykle pięknym miejscem, które zdecydowanie warto odwiedzić.
Villa Ružmarin – miejsce, w którym można odnaleźć spokój
Przez cały pobyt moją bazą była Villa Ružmarin, o której wspominałam Wam już w poście na Instagramie.
To właśnie tam mogłam odpocząć, wyciszyć myśli i na chwilę oderwać się od codzienności. Czasami podróż daje nam znacznie więcej niż tylko możliwość zobaczenia nowych miejsc. Pozwala zwolnić, nabrać dystansu, uporządkować myśli i przypomnieć sobie, co naprawdę jest dla nas ważne.
Dla mnie ten wyjazd był właśnie takim doświadczeniem. Chorwacja po raz kolejny pokazała mi swoje piękno — nie tylko w krajobrazach, ale również w atmosferze, która sprawia, że chce się tu wracać.
Czy wróciłabym na Pelješac i Korčulę?
Zdecydowanie tak!
Mimo kapryśnej pogody, niedokończonych planów i rozczarowania w restauracji Korčula zrobiła na mnie ogromne wrażenie. Chciałabym wrócić na Pelješac, zobaczyć Kunę Peljšką, Janjinę i Ston, a także odkryć kolejne zakątki Dalmacji.
W podróżach najbardziej lubię to, że nigdy nie da się zaplanować wszystkiego. Czasami pogoda zmienia nasze plany, czasami spotykają nas rozczarowania, ale wciąż pozostają miejsca, widoki i chwile, które zapadają w pamięć.
Chorwacja ma w sobie coś, co trudno wyjaśnić. To połączenie morza, kamiennych miasteczek, śródziemnomorskiej kuchni i spokojniejszego rytmu życia, które sprawia, że nawet po powrocie myślami wciąż jestem gdzieś nad Adriatykiem.
A Pelješac? Myślę, że jeszcze nie powiedzieliśmy sobie ostatniego słowa. 🇭🇷🌊
7 października 2026
Pomiędzy górami a Adriatykiem odnalazłam siebie
Jadąc przez chorwackie góry, słuchając Severiny "da si moj" i patrząc przez szybę na kolejne zakręty, pomyślałam, że są takie chwile, kiedy człowiek po prostu wie.
Wie, że znalazł się dokładnie tam, gdzie powinien. I chyba właśnie wtedy zrozumiałam, że ten wyjazd nie był ucieczką. Był powrotem.
Ostatnie miesiące były dla mnie naprawdę trudne. Jeszcze nigdy nie czułam się tak bardzo wyniszczona psychicznie. Zadziwia mnie do dziś, jak ogromny wpływ może mieć na człowieka druga osoba. Jak można stopniowo tracić spokój, energię, radość, a nawet samą siebie, pozostając jednocześnie na zewnątrz tą samą osobą.
Przez długi czas po prostu funkcjonowałam. Wstawałam rano. Robiłam to, co musiałam. Rozmawiałam z ludźmi. Uśmiechałam się. Ale w środku byłam coraz bardziej zmęczona. Nie chcę tutaj opowiadać całej tej historii. Nie dlatego, że nie chcę o niej mówić. Wręcz przeciwnie.Niektóre historie potrzebują czasu, zanim zostaną opowiedziane.
Pewnego dnia opowiem dokładnie, co wydarzyło się w tych miesiącach — bez przemilczeń i bez upiększania. Ale ta historia znajdzie swoje miejsce.
Tutaj chcę opowiedzieć o czymś innym. O tym, co wydarzyło się później. O powrocie do samej siebie.
Kiedy w końcu znalazłam się w Chorwacji, poczułam coś, czego bardzo długo mi brakowało — spokój. Nie taki idealny, filmowy spokój, w którym nagle wszystkie problemy znikają. Po prostu pierwszy od dawna moment, w którym mogłam odetchnąć.
W Polsce byłam psychicznie wykończona. Funkcjonowałam, ale byłam rozdrażniona, przytłoczona i ciągle czymś zmęczona. Miałam wrażenie, że gdzieś po drodze zgubiłam samą siebie.
A tutaj zaczęłam siebie odnajdywać. Zaczęłam znowu słyszeć własne myśli. Zaczęłam znowu marzyć. Zaczęłam znowu cieszyć się drobiazgami. I nagle wróciła ta dziewczyna, którą pamiętałam sprzed tych wszystkich trudnych miesięcy.
Ta trochę szalona. Spontaniczna. Ciekawa świata. Ta, która potrafi zatrzymać samochód tylko dlatego, że widok za oknem jest piękny. Która słucha chorwackiej muzyki zdecydowanie za głośno. Która potrafi zachwycić się morzem, górami, małą uliczką czy zwykłym zachodem słońca. Dawno jej nie widziałam. A teraz znowu jest. I razem z nią wróciły moje marzenia.
Zaczęłam dokładnie wiedzieć, czego chcę. W jakim kierunku chcę iść. Co chcę robić. Jeden z moich projektów już zaczęłam realizować.
Ale…
Ciii. 🤫
Na razie nic więcej nie zdradzę. Ten wyjazd uświadomił mi coś bardzo ważnego. Nie zawsze trzeba naprawiać wszystko wokół siebie.
Czasami trzeba najpierw uratować własny spokój. Czasami trzeba odejść od tego, co nas niszczy. Czasami trzeba się zatrzymać. A czasami trzeba przejechać setki kilometrów, żeby wreszcie usłyszeć własne myśli. I chyba właśnie tego potrzebowałam. Nie nowego życia.... Tylko przypomnienia sobie, że moje życie nadal należy do mnie.
Dzisiaj, kiedy patrzę na chorwackie góry i Adriatyk, nie chcę już rozpamiętywać tego, co było. Chcę myśleć o tym, co będzie.
O miejscach, które jeszcze zobaczę. O językach, których chcę się nauczyć. O rzeczach, które chcę stworzyć. O marzeniach, które przez ostatnie miesiące odłożyłam gdzieś na bok. I o tej dziewczynie, którą na chwilę zgubiłam.
Dobrze, że ją znowu znalazłam. Bo może właśnie na tym polega prawdziwy powrót. Nie na powrocie do konkretnego miejsca. Tylko na powrocie do siebie.
A ja właśnie wróciłam. 🇭🇷❤️
4 października 2026
Moji Balkani
12 lipca 2023
Czerwiec/lipiec - miesiące zawirowań
Zaobserwuj mnie na:
27 czerwca 2023
Życie po przeszczepie/ Małgosia z imstrong
Witajcie kochani. Dzisiaj przychodzę do Was z kolejną bohaterką naszych wywiadów dla kampanii "Życie po przeszczepie". Poznajcie Małgosię Polańska. Większość pewnie z Was zna z fundacji "imstrong". Jestem bardzo szczęśliwa, że Małgosia zgodziła się udzielić dla nas wywiadu.
K. Cześć Gosia. Bardzo się cieszę, że chcesz razem z nami promować transplantację poprzez wywiady dla kampanii życie po przeszczepie. Na początek opowiedz coś o sobie. Dlaczego musiałeś mieć transplantację wątroby oraz jak zaczęła się twoja historia? :-)
M: Cześć Kamila. Dziękuję za zaproszenie do Waszej kampanii. Cieszę się, że mogę w jakikolwiek sposób pomóc odnośnie szerzenia idei transplantologii, a tym samym przyczynić się, choć w najmniejszym stopniu, do jej rozwoju.
K. Powiedz nam proszę, ile lat już jesteś po przeszczepie wątroby. Jak się w ogóle czujesz? Z tego co widzę to raczej dobrze... :-)
M: Czuję się świetnie. Moja kondycja nie różni się obecnie od tej sprzed choroby. Muszę być aktywna fizycznie chociażby ze względu na moją 4-letnią córeczkę ;)
Transplantację wątroby przeszłam przez nagłą i ciężką w przebiegu Zakrzepicę Żył Wątrobowych, zwaną Zespołem Budd Chiari. Tak po krótce - była spowodowana zbyt gęstą krwią, najprawdopodobniej przez długofalowe zażywanie tabletek antykoncepcyjnych. Ważne, żeby mówić głośno o skutkach antykoncepcji. Byłam także 10 miesięcu po urodzeniu dziecka. Kiedy „dopadła mnie” zakrzepica byłam w trakcie biegania (kilka dni wcześniej postanowiłam wrócić do sportu, po ciąży). Był to czas pierwszej fali Covid-19.
K. Czy mogłabyś powiedzieć nam ile lat już jesteś po transplantacji wątroby? Ile czasu musiałaś czekać na przeszczep?
M: Jestem ok.2,5 roku po transplantacji. Do przeszczepienia wątroby byłam kwalifikowana w trybie „urgens, czyli pilnym. Czekałam na transplantację 3 tygodnie. Byłoby jeszcze szybciej gdyby nie fakt, że byłam skrajnie wychudzona i lekarze musieli mnie odżywić pozajelitowo. Poza tym w międzyczasie dostałam krwotoku wewnętrznego i ratowano mi życie.
K. Czy interesowało Ciebie kim był dawca? Chciałaś poznać rodzinę dawcy?K. Jak każdy po transplantacji narządu, musimy brać leki immunosupresyjne... Czy miałeś jakieś skutki uboczne przez wyżej wymienionych leki?
M: Nie miałam żadnych skutków ubocznych przez leki immunosupresyjne. Obecnie biorę już tylko jeden (Prograf) i to w dosyć niskiej dawce.
K. Czy twoje życie się zmieniło od transplantacji? Jest to dość częste pytanie w mediach społecznościowych. Widzisz jakieś zmiany w swoim zachowaniu przed przeszczepem i po?
M: Moje życie na pewno po części zmieniło się po transplantacji, ale ja się nie zmieniłam. Nauczyłam się być bardziej stanowcza w podejmowaniu swoich decyzji. Poza tym cieszę się o wiele bardziej z małych rzeczy.
K. W naszej kampanii przede wszystkim skupiamy się, aby pokazać że osoby po transplantacji mogą mieć normalne życie. Niestety bardzo dużo słyszałam dziwne komentarze ze strony lekarzy oraz społeczeństwa. Tak jakby się nas bali albo myśleli, że nasz przeszczepiony narząd jest "niewydolny". Czy również spotkałaś się z takimi komentarzami, a nawet z dyskryminacją?
M: Zdarza się, że ludzie a nawet osoby pracujące w służbie zdrowia mają jakieś wątpliwości, zadają więcej pytań, podchodzą inaczej do osoby po transplantacji. Najgorsze są jednak komentarze w internecie. Ja wiem, że osoby, które je piszą mają osobiste, życiowe problemy i wylewają swoje żale na kogoś zza szklanego ekranu. Niestety jednak, tego typu wpisy, mogą bardzo zaszkodzić innym. Rozsiewanie nieprawdy w internecie niesie za sobą konsekwencje. To szerzenie kłamstw. Przez to ludzie są skłonni nawet sprzeciwić się dawstwu, wysłać ten sprzeciw. Jeśli ktoś celowo oczernia transplantologię my obchodzimy się z takimi osobami w prosty sposób - po prostu blokujemy, usuwamy ich wypowiedzi oraz zgłaszamy gdzie tylko się da. Pamiętajmy, że oczernianie lekarzy to przestępstwo. Będziemy o tym informować.
K. Co chciałabyś przekazać naszym czytelnikom na koniec naszego spotkania? :-)
- Zrób swoje zdjęcie z namalowanym pulsem na dłoni
- wstaw na Instagrama, Facebooka oznaczając moje konto
- użyj nasze hashtagi #zyciepoprzeszczepie, #taknanowezycie
- zaproś innych do zabawy!
Zaobserwuj mnie na:
16 czerwca 2023
Niepełnosprawność
W chwili wolnej opiekuję się niepełnosprawnym dzieckiem. Teraz pracuję przy warsztatach z różnymi ciekawymi osobami z niepełnosprawnością. Poznaję ich wnętrze, jak myślą oraz ich historię. Chciałabym poruszyć bardzo ważny dla mnie temat. o którym już myślałam miesiącami.
Miałam przyjemność ostatnio uczestniczyć na warsztatach filmowych "Festiwalu Integracyjnego Ty i Ja". Poznałam wiele ciekawych osób, dużo rozmawialiśmy, pracowaliśmy poprzez zabawę i żartowaliśmy.
Te 4 dni warsztatów, a tak właściwie przebywania z zespołem, skłoniły mnie do pewnych przemyśleń, z którymi chciałam się z Wami podzielić.
Czy osoba niepełnosprawna jest "dziwna" i mało wartościowa?
Niestety większość społeczeństwa podchodzi do osoby niepełnosprawnej z dystansem. Wolą ich traktować jako odrębną grupę. Chociaż czasami nawet słyszałam grupę "dziwaków". Czy faktycznie tak jest?
Moja odpowiedź brzmi NIE. Osoby niepełnosprawne są również ludźmi, mają uczucia, marzenia. Nawet powiedziałabym, że są wrażliwsi i pogodniejsi niż przeciętny człowiek.
Na warsztatach poznałam osoby od wózka inwalidzkiego po różne zespoły np. Asperger. Te 4 dni nauczyły mnie pokory, dystansu do samej siebie oraz widzę, że moi nowi przyjaciele mają więcej optymizmu, energii oraz nadziei niż normalna osoba.
Powinniśmy uczyć się od nich jak żyć, jak funkcjonować. Będąc z nimi nasze problemy stają się małe, a świat piękniejszy.
Poznałam ostatnio dziewczynę Monikę na Festiwalu. Jest przeuroczą kobietą z ciepłym, życzliwym serduszkiem. Od niej uczę się wrażliwości oraz optymizmu.
Poznałam również Żanetkę, która jest na wózku inwalidzkim. Jest bardzo fajną kobietką z poczuciem humoru.
Poznałam również Basię z jej synem Maksem. Maks jest bardzo pogodnym, pomysłowym chłopakiem i na pierwszy rzut oka, nie widać po nim niepełnosprawności.
Poznałam również Czarka, który pomimo niepełnosprawności jest sportowcem oraz lubi aktywne życie. Również chłopak jest pozytywnie zakręcony i optymistycznie podchodzi do świata.
Poznałam również świetnych producentów filmu - Eugeniusza i Tomka, którzy cierpliwie montowali i dzielili się z poczuciem humoru. :)
Również poznałam organizatora Wojtka, który także rozbawiał nasze towarzystwo.
Dziękuję za wszystko i do zobaczenia we Wrześniu. Będzie się działo! ♥
A wy moi drodzy, widząc osobę niepełnosprawną nie bójcie się jej. Jest ona normalną osobą, która czasami może mieć więcej nadziei, optymizmu i pogody ducha od nas wszystkich.
Razem możemy osiągnąć wszystko! 💗
-------------------------------------------------------------------------------
Zaobserwuj mnie na:
.jpg)



.jpg)



