Podczas mojego półtoratygodniowego urlopu w Chorwacji miałam okazję zwiedzić przepiękny półwysep Pelješac oraz wyspę Korčulę. Był to czas odpoczynku, odkrywania nowych miejsc, podziwiania dalmatyńskich krajobrazów i cieszenia się śródziemnomorskim klimatem. Niestety, pod koniec mojego pobytu pogoda postanowiła pokrzyżować nam plany. Zaczęło padać, a ja miałam okazję doświadczyć chorwackiej burzy z piorunami. Choć Chorwację kojarzymy przede wszystkim ze słońcem, błękitnym morzem i ciepłymi wieczorami, natura potrafi pokazać tu również swoją bardziej nieprzewidywalną stronę.
Na sam koniec zostawiłyśmy sobie jeszcze kilka perełek Pelješaca: Kunę Peljšką, Janjinę oraz Ston. Niestety, tym razem pogoda nie była po naszej stronie i nie udało nam się zobaczyć wszystkiego, co zaplanowałyśmy. Nie ma jednak tego złego! To doskonały powód, by kiedyś wrócić na Pelješac i odkryć miejsca, które tym razem musiałyśmy zostawić na później.
Korčula – miasto, które zachwyca nawet w deszczu
Korčula jest przepiękna! Nawet silny wiatr i drobny deszcz nie były w stanie odebrać jej uroku. Mimo niesprzyjającej pogody udało mi się zwiedzić to wyjątkowe miejsce i przekonać się, dlaczego tak wiele osób zachwyca się jego architekturą i klimatem.
Nasza przygoda rozpoczęła się od przeprawy promowej z Jadroliniją. Po dopłynięciu na wyspę zaparkowałyśmy samochód i skierowałyśmy się w stronę starego miasta. Już od pierwszych chwil można było poczuć wyjątkową atmosferę tego miejsca.
Spacer wokół historycznych murów pozwolił mi podziwiać piękno kamiennej architektury i niezwykłe położenie miasta. Korčula ma w sobie coś, co trudno opisać słowami — wąskie uliczki, zabytkowe budynki i śródziemnomorski charakter sprawiają, że chce się zatrzymać na chwilę i po prostu chłonąć otoczenie.
Następnie weszłyśmy na stary rynek, gdzie mogłyśmy podziwiać urokliwe uliczki i zabytki. Postanowiłam zatrzymać się na kawę, usiąść na chwilę i nacieszyć oczy widokiem przepięknego kościółka. Właśnie takie momenty uwielbiam podczas podróży: bez pośpiechu, z kawą w ręku, w otoczeniu zabytkowej architektury i z poczuciem, że jestem dokładnie tam, gdzie chcę być.
Niestety, ten przyjemny moment nie zakończył się tak, jak sobie wyobrażałam.
Rozczarowanie przy kawie, czyli historia pewnego półmiska owoców morza
Przeglądając menu, zdecydowałam się zamówić fritto misto — półmisek smażonych owoców morza. Jako miłośniczka kuchni śródziemnomorskiej nie mogłam przejść obojętnie obok takiej propozycji. Według opisu danie miało zawierać sardynki, krewetki, kalmary, ośmiornicę oraz małże. Brzmiało naprawdę apetycznie!
Niestety, rzeczywistość mocno odbiegała od moich oczekiwań.
Na talerzu nie znalazłam ani sardynek, ani krewetek. Kalmary były bardzo małe, a zamiast części zapowiedzianych owoców morza otrzymałam smażoną cukinię i sporą ilość pieczonych ziemniaków. Co więcej, pod jedzeniem znajdował się papier, przez który półmisek sprawiał wrażenie pełniejszego, niż był w rzeczywistości.
Za danie zapłaciłam 30 euro. Przy takiej cenie i opisie w menu oczekiwałam czegoś zupełnie innego — przede wszystkim uczciwości i zgodności zamówienia z tym, co zostało przedstawione w karcie.
Postanowiłam złożyć reklamację, jednak kelner odmówił jej uwzględnienia. Było to dla mnie szczególnie rozczarowujące, ponieważ zamiast miłego wspomnienia z kulinarnej części podróży pozostał niesmak.
Dlatego nie polecam restauracji Pepper Choco na Korčuli na podstawie mojego doświadczenia. Zapłaciłam 30 euro za danie, które nie odpowiadało opisowi w menu, a próba wyjaśnienia sytuacji nie przyniosła rezultatu.
Podróżowanie to nie tylko piękne widoki i nowe smaki, ale również takie doświadczenia. Uważam, że warto dzielić się nimi szczerze, aby inni podróżnicy mogli podejmować bardziej świadome decyzje.
Mimo tego nieprzyjemnego incydentu nie pozwoliłam, by jedna restauracja zepsuła mi opinię o całej wyspie. Korčula nadal pozostaje w moich oczach niezwykle pięknym miejscem, które zdecydowanie warto odwiedzić.
Villa Ružmarin – miejsce, w którym można odnaleźć spokój
Przez cały pobyt moją bazą była Villa Ružmarin, o której wspominałam Wam już w poście na Instagramie.
To właśnie tam mogłam odpocząć, wyciszyć myśli i na chwilę oderwać się od codzienności. Czasami podróż daje nam znacznie więcej niż tylko możliwość zobaczenia nowych miejsc. Pozwala zwolnić, nabrać dystansu, uporządkować myśli i przypomnieć sobie, co naprawdę jest dla nas ważne.
Dla mnie ten wyjazd był właśnie takim doświadczeniem. Chorwacja po raz kolejny pokazała mi swoje piękno — nie tylko w krajobrazach, ale również w atmosferze, która sprawia, że chce się tu wracać.
Czy wróciłabym na Pelješac i Korčulę?
Zdecydowanie tak!
Mimo kapryśnej pogody, niedokończonych planów i rozczarowania w restauracji Korčula zrobiła na mnie ogromne wrażenie. Chciałabym wrócić na Pelješac, zobaczyć Kunę Peljšką, Janjinę i Ston, a także odkryć kolejne zakątki Dalmacji.
W podróżach najbardziej lubię to, że nigdy nie da się zaplanować wszystkiego. Czasami pogoda zmienia nasze plany, czasami spotykają nas rozczarowania, ale wciąż pozostają miejsca, widoki i chwile, które zapadają w pamięć.
Chorwacja ma w sobie coś, co trudno wyjaśnić. To połączenie morza, kamiennych miasteczek, śródziemnomorskiej kuchni i spokojniejszego rytmu życia, które sprawia, że nawet po powrocie myślami wciąż jestem gdzieś nad Adriatykiem.
A Pelješac? Myślę, że jeszcze nie powiedzieliśmy sobie ostatniego słowa. 🇭🇷🌊
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz